piątek, 20 marca 2015

Nowy cykl - Drugi koniec smyczy - na początek trochę o Joy!

Trochę myślałam nad tym cyklem, bo trudno powiązać go z książkami, albo nawet typowym lifestylem. Mam jednak nadzieję, że Was zainteresuje. Będę pisać o Joy, swoich obserwacjach, ale jestem też otwarta na propozycje. Jeśli chcielibyście o czymś poczytać, dajcie znać. Chętnie doradzę (jeśli będę umiała) w kwestiach, które stanowią dla Was problem.  Jeśli znajdą się chętni, mogę też przygotowywać instrukcje nauki różnych sztuczek. :)

*
To zdjęcie wypatrzyłam na fb. :)
Pewnego dnia przeglądałam facebooka (tak jak codziennie. To koszmarna strata czasu, prawda?). I wtedy ją wypatrzyłam. Mała mordka, bezczelnie zachwycona światem, który na samym początku dał jej kopa w tyłek. Z czego tu się cieszyć?

Już wcześniej marzył mi się pies, ale chyba nie miałam dostatecznej motywacji, by przekonać resztę domowników. Ale teraz już wiedziałam – ten albo żaden. Pewnie gdybym wiedziała, co to za potwór, „żaden” okazałoby się niebywale kuszącą opcją. ;) Ale o tym później. Domownicy, ku mojemu zdumieniu (i radości, pomieszanej z przerażeniem), zgodzili się. Drugiego dnia dzwoniłam do schroniska i rezerwowałam żyjątko znajdujące się 350 km ode mnie, w którym zakochałam się przez kilka zdjęć i filmików. Niebywale logiczne i odpowiedzialne. Ale kto nie ryzykuje, ten nic nie ma.



Wolontariuszki zgodziły się ją przywieźć i wcale się im nie dziwię. Pewnie były zachwycone, że ktoś zaadoptował „najbardziej aktywnego szczeniaka w schronisku”. Brzmi nieźle, prawda? Przynajmniej w teorii. Ten prawie półroczny potworek nie wiedział, co to smycz, obroża, kot i dom. Miał długie łapy i podejrzanie „pachnącą” sierść. Kompletnie mnie nie znał (i vice versa), ale nie było odwrotu – mamy spędzić razem najbliższe kilkanaście lat, bo w tym całym szoku spowodowanym pojawieniem się małego oszołoma, podpisałam umowę adopcyjną.

Najlepszą umowę w moim życiu. Okazało się, że Joy, bo takie dostała imię, właściwie miała się nie pojawić. Jej półdzikiej matce planowano zrobić sterylizację aborcyjną, ale chyba miała nosa. Nie dała się złapać i mimo, że sama była osłabiona, powiła gromadkę ponadprzeciętnie zarobaczonych szczeniąt. Joy podobno była w najgorszym stanie, ale przecież złego diabli nie biorą. Po robalach nie został ani ślad.

Dziś Młoda ma nieco ponad rok, waży około 16 kg i wyglądem przypomina border collie, co ogromnie mi się w niej podoba. Jest chętna do współpracy, całkiem nieźle skupiona na przewodniku, ale często trzeba mówić do niej wielkimi literami. Cały czas walczymy z brakami w socjalizacji, namolnym szczekaniem i chęcią dokonania mordu na łabędziach i kaczkach. A ja wreszcie mam psa, nad którym mogę pracować, układać, głaskać. A pies ma serce ze złota, głowę z kamienia i żołądek ze stali. I oba końce smyczy całkiem nieźle razem funkcjonują.

18 komentarzy:

  1. Jaki cudowny psiak! My też przygarnęliśmy psiaka, właściwie suczkę, która została znaleziona pod śmietnikiem... miała 2 dni - była ślepa, nie umiała jeść i weterynarz stwierdził, że cudem będzie, jeżeli Lora przeżyje. I ma się teraz dobrze - ma już 5 lat! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Słodziaszna :) Ja swojego owczarka niemieckiego kupiłam z hodowli, której nie życzę nikomu. Przez ponad rok walczyliśmy o życie psiaka a tyle ile on chorób przerabiał to masakra. Dziw bierze, że nerki i wątroba to wytrzymały. Lekarz nie dawał mu wielkich szans, że z tego wyjdzie. Dziś ma dziesięć lat, jest zreumatyzowany, ale dalej skory do zabawy i psot. co prawa trapią go wszystkie choroby jakie mogą przypałętać się do jego rasy, ale wierny wzrok, chłodny nos w gorszy dzień i merdanie ogonem - wynagradzają wszystko co sobie wymyślił do chorowania. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczny psiak. Ja moją Nukę przygarnęłam z ulicy 12 lat temu. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Psy to nie moja bajka, choć jako dziecko marzyłam by mieć swojego i zostać kynologiem ^^ Z czasem jednak marzenia uległy transformacji i jestem teraz bibliotekarką z kociakiem, którego pokochałam całym sercem (walcząc ze stereotypami bibliotekarek jako starych panien - mam męża od kilku lat!) ^^ Jednak bliżej mi do tych małych huncwotów niż do psów, ale Twoja Joy to sama radość... Idealne imię ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaka słodzinka! Myślę, że dogadałaby się z moją Kontrą - na osiedlu mówią na nią rozrabiara, straaaszny żywioł ;)

    Fajny pomysł na cykl!

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! Ogromnie szanuję ludzi, którzy psa przygarniają ze schroniska, a nie z rasowej hodowli. Sama w ten sposób stałam się posiadaczką kota, a mój chłopak psa. I piesek również jest straaaaaaaaasznie żywiołowy, ale bardzo przyjacielski i daje ogromnie dużo radości :) A wygląda tak:
    https://instagram.com/p/0bBL70LSke/

    Mam nadzieję, że Joy szybko się u Was zadomowi i przeżyje wspaniałe lata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joy zadomowiła się już dawno, 1 maja minie równo rok od kiedy ją mam. :)

      Usuń
  7. Uwielbiam psy!
    Wspaniała inicjatywa!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Super pomysł z tym cyklem postów! Joy jest przewspaniała, widać, że ma chochliki w oczach. ;) Kocham zwierzęta, sama mam kota i promuję czynnie w licealnej gazetce pomoc zwierzętom i zaostrzenie prawa w ich kwestii, więc jestem jak najbardziej za! Pozdrowienia dla Małej! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. To zdjęcie faktycznie przyciąga uwagę, psiak się na nim prawie uśmiecha :) Najtrudniejsza cześć zadania w przygarnięciu psa polega na przekonaniu innych; jestem pewna, że od razu wybito mi z głowy ten pomysł więc nawet nie próbuje eh :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie dziwię się, sama się zakochałam w tej mordeczce :) Chciałabym takiego psa, zawsze jakoś ciągnęło mnie do tych po przejściach, ze schroniska. Tym bardziej, że Joy wygląda jak rasowiec, a jest kundelkiem więc w zasadzie 2 w 1. Wspaniałe imię jej wybrałaś, z pewnością przyniesie jej wiele szczęścia.
    Z radością będę czytać o jej poczynaniach :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowna, niedwano też dokonałam adopcji.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jest przeurocza! To wspaniałe, że ją adoptowałaś. Taka kulka pełna energii to skarb (czasem wywołujący chęć wytargania za uszy, ale jednak skarb). ;) Wydajesz się bardzo sympatyczną, pozytywną osobą!

    OdpowiedzUsuń
  13. Dom bez zwierząt, to tylko mieszkanie :). Sama mam w 60 m2 w bloku dwie sunie i dwa kotki (koteczkę i kocurka) - wszystkie po większych lub mniejszych przejściach.
    A Joy jest prześliczna i na pewno sprawia Ci dużo satysfakcji i radości :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zwierzęta kocham! Zdecydowanie są lepszymi kompanami niż ludzie :)
    Osobiście zapraszam Cię do mnie na recenzje książki pt. "Dziennik" Anne Frank.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nasza Nefcia trafiła do nas w zasadzie w ten sam sposób ;) Tylko schronisko było zdecydowanie bliżej i to my po nią pojechaliśmy - chociaż, to też raczej długa historia ;) W każdym razie - cykl super! Będę czytała na pewno! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny post, czekam na kolejne z tego cyklu! Zamierzamy także zakup psa - ze względu na kotkę wolimy zakupić - a w dodatku Border Collie, mi się one także bardzo podobają. Ale Tobie gratuluję i dziękuję, że pomogłaś zwierzakowi. :)
    Zapraszam, Shelf of Books :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy Wasz komentarz motywuje i sprawia mi dużo radości. Dziękuję!

Etykiety

5 powodów absurd Afryka aids Alex Kava alkoholizm Amazonia anioły antyutopia artykuły Austria Baczyński baśń bezdomność blogerzy blogowe akcje blogowe dyskusje broń biologiczna Carlos Ruiz Zafón Chiny choroby psychiczne ciekawostki cytaty czas wolny Dary Anioła debiut demony depresja design detektyw Diabelskie Maszyny diabły dla młodszych czytelników druga wojna światowa drugi koniec smyczy dzieciństwo dziennikarstwo Dziki Zachód ebooki fantastyka film 2013 film 2014 giełda gladiatorzy Gone gościnnie historia homoseksualizm horror humor informatyka Jacek Piekara Jack London Japonia John Green Joy Jutro katastrofa klasyka klasztor komiks komputery konie konkursy kot kowboje Kozacy kreatywnie kryminały księgarnie kynologia legendy lifestyle listy literatura erotyczna literatura kobieca literatura obyczajowa Londyn Magda magia malarstwo malowanie po numerach medycyna miasto miłość mitologia skandynawska mitologia słowiańska morderstwo morze nałogi narkotyki narracja pierwszoosobowa natura Neil Gaiman newsy Niemcy niepełnosprawność Norwid nowela nowotwór Nowy York ogień opowiadania Orzeszkowa pamiętnik paranormal romance pasja Peru pies pisarze podróże podsumowania 2015 poezja pogaduchy z pisarzami polscy autorzy Polska popołudnia z klasyką popularnonaukowe porwanie post-apo powieść młodzieżowa powieść psychologiczna powieść tendencyjna powstanie pozytywizm Pratchett prawdziwa historia Prus przemyt przepisy przygoda przyjaźń radość renesans rodzeństwo rodzina romans romantyzm Rosja RPA samobójstwo samoloty sąd schizofrenia sen sensacja serwisy SF smoki Sophie Hannah starość steampunk Stephen King stosik Suzanne Collins szamanizm śmierć tajemnica Teksas thriller top 10 Toruń trauma Tsavo Uczta Wyobraźni urban fantasy USA Verne wakacje wampiry Wielka Brytania wiersze wieś wikingowie wilkołaki Włochy wojna wojsko wolność wspomnienia wyspa wywiad XIX wiek XX wiek zagraniczni autorzy zaniki pamięci zdolności paranormalne zima zjawiska paranormalne zombiaki zwiadowcy zwierzęta żegluga