wtorek, 28 października 2014

"Pierwsze dni" Rhiannon Frater

„Myślę, że jesteśmy na pogrzebie. Na pogrzebie całego świata. Jesteśmy żałobnikami, rozbitkami, zbieramy resztki i staramy się żyć dalej.”

Książka o apokalipsie zombie, w dodatku reklamowana jako podobna do The Walking Dead – już te dwie cechy wystarczyły, żebym sięgnęła po tę powieść z entuzjazmem i wielkimi oczekiwaniami, które niestety przeżyły brutalne starcie z rzeczywistością.

Jenni z przerażeniem wpatruje się w dłoń małego synka-zombie, który próbuje się do niej dostać. Z opresji ratuje ją Katie, która przeżyła tylko dzięki szczęściu – nieznajomy pastor poświęcił życie, by ją uratować. Kobiety razem postanawiają uratować pasierba Jenni, z którym planują wrócić do nowo poznanego małżeństwa, ukrywającego się w sklepie z bronią.

Jeśli ten opis Was zainteresował i już planujecie przeczytać tę książkę, wstrzymajcie się jeszcze chwilę. Nie bez powodu męczyłam tę książkę długo… zbyt długo. Jest tak słaba, a momentami tak żenująca, że gdybym chciała od niej zacząć swoją przygodę z książkami, trzymałabym się od nich możliwie najdalej.

Wad jest tyle, że nawet nie wiem, od której zacząć. Nie wiem, co gorsze – postacie tak do bólu sztuczne, że nie sposób wyobrazić ich sobie inaczej niż kukiełki zatknięte na kijek przez kogoś, kto z dobrym gustem ma tyle wspólnego, ile ja z fizyką kwantową, czy też styl pisania. Autorka raczy nas takimi barwnymi opisami, jak, cytuję: „Travis był ubrany w dżinsy, koszulkę i ciężkie buty.” Przyznajcie, że w literaturze trudno o bardziej efektowny opis!

Ta książka to prawdziwe zbiorowisko Niepotrzebnych Zabiegów Literackich. Kiepskim pomysłem było wprowadzenie psa, który po pierwsze opóźniał całą akcję, a na dodatek zachowywał się kompletnie nie po psiemu. Młody owczarek zamroczony po narkozie, rzekomo od razu przywiązał się do grupki bohaterów, a nawet próbował się z nimi komunikować, szczekając w odpowiednich chwilach, albo robiąc inne rzeczy, których każdy prawdziwy pies nie zrobi. Nigdy. Końskie zaloty dwójki dorosłych i rzekomo dojrzałych bohaterów (ha, dojrzałych! Chcielibyście!) również wprawiają w zażenowanie. Ale mój „ulubiony” kwiatek zostawiłam na koniec: otóż grupka dorosłych facetów nie jest w stanie udać się po zapasy bez kobiety. Dlaczego? Bo z półki w opuszczonym sklepie trzeba wziąć tampony, których przecież żaden stuprocentowy mężczyzna nie weźmie, bo się wstydzi!





Pierwsze dni to dla mnie raczej Zmarnowane Dni. Książka okazała się bardzo słaba i na pewno nie sięgnę po kontynuację. Szkoda mi czasu na nieprzemyślane powieści, tym bardziej, że zombiaki mogą być tematem albo na genialną historię, albo na wyjątkowego gniota. Tym razem trafiłam na to drugie. Nie polecam.

6 komentarzy:

  1. Mam za sobą całą serię i bardzo mi się podobała!

    OdpowiedzUsuń
  2. o nie to nie dla mnie, nie moja tematyka przede wszystkim:)

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany i teraz muszę sobie radzić z tym dziwnym uczuciem przerażenia, wstydu i takiej dziwnej masochistycznej ciekawości. Mam na półce całą tryglogię. I chyba pomogłaś mi w wyborze lektury na nadchodzący długi weekend...

    OdpowiedzUsuń
  4. To w sumie przykre, że w czasach, gdy powieści o zombie w końcu zyskały jakieś uznanie, powstają takie "dzieła", które znowu sprowadzają ten temat na dno :<

    OdpowiedzUsuń
  5. A szkoda, bo gdzieś kiedyś ją zauważyłam i były same ochy i achy, więc postanowiłam ją wypożyczyć z biblioteki, ale jakoś niezbyt mi blisko i po drodze do niej, może jednak lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przykro mi, że w tym przypadku rzeczywistość okazała się brutalna i zmarnowałaś czas, ale dzięki temu ja go zaoszczędzę

    OdpowiedzUsuń

Każdy Wasz komentarz motywuje i sprawia mi dużo radości. Dziękuję!

Etykiety

5 powodów absurd Afryka aids Alex Kava alkoholizm Amazonia anioły antyutopia artykuły Austria Baczyński baśń bezdomność blogerzy blogowe akcje blogowe dyskusje broń biologiczna Carlos Ruiz Zafón Chiny choroby psychiczne ciekawostki cytaty czas wolny Dary Anioła debiut demony depresja design detektyw Diabelskie Maszyny diabły dla młodszych czytelników druga wojna światowa drugi koniec smyczy dzieciństwo dziennikarstwo Dziki Zachód ebooki fantastyka film 2013 film 2014 giełda gladiatorzy Gone gościnnie historia homoseksualizm horror humor informatyka Jacek Piekara Jack London Japonia John Green Joy Jutro katastrofa klasyka klasztor komiks komputery konie konkursy kot kowboje Kozacy kreatywnie kryminały księgarnie kynologia legendy lifestyle listy literatura erotyczna literatura kobieca literatura obyczajowa Londyn Magda magia malarstwo malowanie po numerach medycyna miasto miłość mitologia skandynawska mitologia słowiańska morderstwo morze nałogi narkotyki narracja pierwszoosobowa natura Neil Gaiman newsy Niemcy niepełnosprawność Norwid nowela nowotwór Nowy York ogień opowiadania Orzeszkowa pamiętnik paranormal romance pasja Peru pies pisarze podróże podsumowania 2015 poezja pogaduchy z pisarzami polscy autorzy Polska popołudnia z klasyką popularnonaukowe porwanie post-apo powieść młodzieżowa powieść psychologiczna powieść tendencyjna powstanie pozytywizm Pratchett prawdziwa historia Prus przemyt przepisy przygoda przyjaźń radość renesans rodzeństwo rodzina romans romantyzm Rosja RPA samobójstwo samoloty sąd schizofrenia sen sensacja serwisy SF smoki Sophie Hannah starość steampunk Stephen King stosik Suzanne Collins szamanizm śmierć tajemnica Teksas thriller top 10 Toruń trauma Tsavo Uczta Wyobraźni urban fantasy USA Verne wakacje wampiry Wielka Brytania wiersze wieś wikingowie wilkołaki Włochy wojna wojsko wolność wspomnienia wyspa wywiad XIX wiek XX wiek zagraniczni autorzy zaniki pamięci zdolności paranormalne zima zjawiska paranormalne zombiaki zwiadowcy zwierzęta żegluga