piątek, 31 stycznia 2014

"Afrykańska love story" - Daphne Sheldrick

            Krótko i na temat o tym, że okazuje się, iż tytuł może wprowadzić w błąd, a ja… chyba znalazłam swoją ulubioną serię.

            Ta książka jest opowieścią o Daphne Sheldrick i życiu, które spędziła, działając na rzecz ochrony przyrody. Już w dzieciństwie opiekowała się dzikimi zwierzętami i może naprawdę wiele powiedzieć na ich temat – od zabawnych historii, po niesamowite fakty, znane tylko nielicznym. Daphne najbardziej kocha słonie i opisuje je tak, że nie sposób pozostać obojętnym wobec tych zagadkowych stworzeń. Jednak to nie tylko książka o zwierzętach, ale też o wielkiej miłości i rodzinie, która zjednoczyła się we wspólnym celu.

            Tytuł powieści jest moim zdaniem fatalny. Pretensjonalny, pusty, jednoznacznie kwalifikujący historię jako tanie romansidło. Tymczasem ta historia zasługuje na coś więcej. Przede wszystkim zasługuje na pamięć i podziw, tym bardziej, że jest to historia prawdziwa – o ludziach z krwi i kości, którzy poświęcili życie, by walczyć z kłusownictwem i opiekować się osieroconymi dzikimi zwierzętami. Gdyby nie urzekające zdjęcie na okładce, gdybym usłyszała sam tytuł – za nic nie sięgnęłabym po tę książkę.


            Siedzimy w ciepłych, wygodnych domach i nawet przy obecnych temperaturach czujemy się komfortowo. Wystarczy jednak sięgnąć po tę książkę, by poczuć skwar Afryki, żal po słoniach i nosorożcach ginących z pragnienia, wzruszenie, kiedy udaje się uratować słoniowe dziecko. Czujemy dreszcz, kiedy czytamy opis, że tuż za ścianą namiotu słychać ryki lwów z Tsavo, które szczególnie lubują się w ludzkim mięsie. Śmiejemy się, kiedy słoniątko, nie wiedząc, co zrobić z ciastkiem, próbuje włożyć je sobie do ucha, a mały nosorożec zaklinował się w kuchni. Dla nas taki tryb życia – w otoczeniu egzotycznych zwierząt – jest obcy. To sprawia, że historia Daphne jest jeszcze bardziej fascynująca, tym bardziej, że nie jest osamotniona w swoich działaniach – jej rodzina, a przede wszystkim ukochany mąż, o którym wypowiada się z taką czułością, również poświęcają się ochronie przyrody.

            Seria Biosfera podoba mi się nie tylko ze względu na piękne, niezwykłe historie, które wydarzyły się naprawdę. Wydawnictwo zadbało, by książki z Biosfery cieszyły oko pięknymi okładkami i zdjęciami, wydrukowanymi na papierze kredowym. Te fotografie pozwalają jeszcze bardziej zagłębić się w opisywany świat.

            Jednym, jedynym minusem historii zawartej w tej książce był fakt, że pod koniec nieco mnie znużyła. Może to przez sposób pisania, wszak wiadomo, że fabuła opisująca młodość autorki będzie bardziej wartka niż opowieść o starzeniu się. Ponadto nie sposób podejść do tej książki w sposób bezuczuciowy – strata każdego bohatera boli, bez znaczenia, czy był człowiekiem, czy zwierzęciem.

            Uważam, że jest to bardzo wartościowa powieść, historia wielkich ludzi, którym przyświecał bardzo ważny cel. Dodatkowo historia jest napisana w taki sposób, że już tęsknię za bohaterami i spieczoną słońcem, czerwoną ziemią Tsavo.


            Komu polecam tę książkę? Właściwie każdy, kto ma odrobinę dobrej woli, by poznać tę historię, powinien to zrobić. Nie tylko miłośnicy zwierząt i podróży znajdą tu coś dla siebie. Z tą powieścią w dłoni dobrze poczują się również osoby, które chcą ucieczki od wielkiego miasta i szarości za oknem i które potrzebują motywacji i pewności, że to, co robią, jest właściwe. Za to podziwiam Daphne – że nigdy, przenigdy nie zwątpiła.

*

Recenzja bierze udział w wyzwaniu: Książkowe podróże.

11 komentarzy:

  1. Ja przeczytałam tytuł to pomyślałam ,że będzie to typowy romans . Książka po opisie może być bardzo ciekawa, niestety w bibliotece jej nie znalazłam .. :)

    http://czytaniemoimhobby.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! :)
    Co ciekawe tytuł mi się spodobał- raczej się uśmiechnęłam pod nosem niż pomyślałam, że to tanie romansidło. Może dlatego, że od razu widziałam i tytuł i całą okładkę.
    Jeszcze nie czytałam, ale czeka na swoją kolej.
    Bardzo plastyczna recenzja, dobrze się ją czyta! :)
    Widzę, że nie wybierasz do recenzji pierwszych lepszych pozycji, tylko takie, które na prawdę coś znaczą. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam szczerze, że zainteresowałaś mnie tą pozycją:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam mieszane odczucia i będę musiał się zastanowić, co z tym fantem zrobić. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tytuł jest fatalny - to prawda. Mimo to, jednak nie mam ochoty na tę książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tytuł bardzo mylący, ale książka mnie zainteresowała:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z serii Biosfery przeczytałam pozycję Deana Koontaz "Wielkie małe życie. Wspomnienie o radosnym psie" i muszę się przyznać, że książka po prostu fantastyczna. W jednym egzemplarzu znalazłam nie tylko życie moje ulubionego pisarza, ale również jego miłość do fantastycznego psa! Serdecznie polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będę miała okazję przeczytać wszystkie książki z Biosfery - także tę, o której mówisz. :) Będąc w Empiku zastanawiałam się nad tytułem, o którym mówisz i tytułem, który zrecenzowałam, ale w końcu wzięłam "Afrykańską love story". :)

      Usuń
    2. Jeśli będziesz miała sposobność do przeczytania książki Koontza gorąco polecam. Ja jako typowa psiara byłam po prostu oczarowana, ba powiem więcej ostatnie 30-40 stron tak przebeczałam, jak jeszcze nigdy ;)

      Usuń
  8. Nie czytałam nic z tej serii, ale na pewno się za nią rozejrzę, opisałaś to tak zachęcająco, ze bardzo mam ochotę na poznanie tej akurat pozycji:D

    OdpowiedzUsuń
  9. uwielbiam takie książki, więc i tę muszę przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń

Każdy Wasz komentarz motywuje i sprawia mi dużo radości. Dziękuję!

Etykiety

5 powodów absurd Afryka aids Alex Kava alkoholizm Amazonia anioły antyutopia artykuły Austria Baczyński baśń bezdomność blogerzy blogowe akcje blogowe dyskusje broń biologiczna Carlos Ruiz Zafón Chiny choroby psychiczne ciekawostki cytaty czas wolny Dary Anioła debiut demony depresja design detektyw Diabelskie Maszyny diabły dla młodszych czytelników druga wojna światowa drugi koniec smyczy dzieciństwo dziennikarstwo Dziki Zachód ebooki fantastyka film 2013 film 2014 giełda gladiatorzy Gone gościnnie historia homoseksualizm horror humor informatyka Jacek Piekara Jack London Japonia John Green Joy Jutro katastrofa klasyka klasztor komiks komputery konie konkursy kot kowboje Kozacy kreatywnie kryminały księgarnie kynologia legendy lifestyle listy literatura erotyczna literatura kobieca literatura obyczajowa Londyn Magda magia malarstwo malowanie po numerach medycyna miasto miłość mitologia skandynawska mitologia słowiańska morderstwo morze nałogi narkotyki narracja pierwszoosobowa natura Neil Gaiman newsy Niemcy niepełnosprawność Norwid nowela nowotwór Nowy York ogień opowiadania Orzeszkowa pamiętnik paranormal romance pasja Peru pies pisarze podróże podsumowania 2015 poezja pogaduchy z pisarzami polscy autorzy Polska popołudnia z klasyką popularnonaukowe porwanie post-apo powieść młodzieżowa powieść psychologiczna powieść tendencyjna powstanie pozytywizm Pratchett prawdziwa historia Prus przemyt przepisy przygoda przyjaźń radość renesans rodzeństwo rodzina romans romantyzm Rosja RPA samobójstwo samoloty sąd schizofrenia sen sensacja serwisy SF smoki Sophie Hannah starość steampunk Stephen King stosik Suzanne Collins szamanizm śmierć tajemnica Teksas thriller top 10 Toruń trauma Tsavo Uczta Wyobraźni urban fantasy USA Verne wakacje wampiry Wielka Brytania wiersze wieś wikingowie wilkołaki Włochy wojna wojsko wolność wspomnienia wyspa wywiad XIX wiek XX wiek zagraniczni autorzy zaniki pamięci zdolności paranormalne zima zjawiska paranormalne zombiaki zwiadowcy zwierzęta żegluga