sobota, 7 grudnia 2013

"Przywróceni" Jason Mott

   „Maszyna pseudo promocji popycha wagony badziewia,
                Nie ma żadnej emocji, nikt się niczego nie spodziewa” 
                – Vavamuffin

               
                Jest mi strasznie… przykro, że powyższe wersy przyszły mi do głowy podczas lektury „Przywróconych”. Nie, nie i jeszcze raz „nie” dla tej powieści. Zirytowała mnie, rozczarowała, zmęczyła, a na sam koniec jeszcze zasmuciła. Cóż za zabójczy zestaw – należy się za niego czerwona kartka.

                Fabuła zapowiadała się ciekawie i oryginalnie. Do dwojga starszych ludzi wraca ich zmarły przed laty syn, Jacob. Okazuje się, że zmarli mogą powracać na ziemię jako fizyczne byty. Jedni uznają to za cud, inni za zagrożenie. Biuro do Spraw Przywróconych szybko traci kontrolę nad sytuacją, bo osób wracających z zaświatów jest coraz więcej. A gdzie wkracza nowe i nieznane, tam rodzi się strach.


                Przez cały czas poświęcony na lekturę „Przywróconych” nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że jest to książka napisana i promowana wyłącznie dla pieniędzy. Nie ma w niej nic ciekawego, oryginalnego, nowatorskiego – poza samym pomysłem, który już na pierwszych stronach został brutalnie okaleczony, zamordowany, zmiażdżony. Jak można mieć tak świetny pomysł i tak koncertowo go zepsuć?!

                Język, którym pisana jest książka to wzór sztampy i banału, totalnie wyzuty z jakiegokolwiek polotu, poczucia humoru i oddziaływania na czytelnika. Duży minus, prawda? Niestety nie jedyny. Najbardziej irytowało mnie ciągłe odnoszenie się do religii. Ja rozumiem, można pisać książkę o ludziach wierzących i to jest jak najbardziej ok, tylko po co wpychać tę religię czytelnikowi do gardła? „O Boże” – westchnęła. „Bóg ma jakiś plan.” Bohaterka w chwili niepokoju mocniej ściska Biblię. Idzie po poradę do pastora. Idzie do kościoła. Litości! Ile można? Pisanie historii, w której głównymi bohaterami są starsi ludzie samo w sobie jest trudne, ale Lucille wyszła na totalnego mohera. Opisy natomiast są kiepskie i powtarzają się, a cała fabuła kręci się wokół tego samego. Autor, wymyślając Przywróconych, otworzył przed sobą mnóstwo różnych możliwości, a później wszystkie po kolei zamknął, na dodatek przytrzaskując sobie palce.

                Próbowałam polubić bohaterów, nabrać optymistycznego podejścia do tej książki, ale z każdą stroną było… nawet nie gorzej, tylko po prostu cały czas źle i monotonnie. Podobał mi się jeden fragment. Jedna strona spośród prawie 400. Ta powieść psuła mi humor samą świadomością, że muszę ją doczytać.


                Zapowiadało się świetnie. Opis i okładka naprawdę zachęcały do zapoznania się z zawartością. A ta okazała się bardzo kiepska. Ta książka pokazała mi, że czas przestać czytać znane i polecane książki, bo coraz częściej promocja jest nastawiona tylko na zysk i promowanie niewymagających czytadeł, które nadają się tylko na makulaturę.  Ja rozczarowałam się bardzo. Nie polecam.



Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz!


11 komentarzy:

  1. Odniosłam takie samo wrażenie jak czytałam "Przywróconych" tylko trochę mniej oddziaływało na moje ogólne zdanie o książce. Ale też nie uważam jej za sukces.

    Zapraszam do mnie: http://endlessbooks.blogspot.com
    I pozdrawiam,
    Natalie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, a nie dalej jak godzinę temu czytałam bardzo pozytywną recenzję... Jak widać, muszę się poważnie zastanowić, zanim wezmę "Przywróconych" do ręki - na samą myśl o zniszczeniu tak świetnego pomysłu, ciarki przechodzą mi po plecach...
    Pozdrawiam :)
    izkalysa

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli nie dopiszę do listy prezentów świątecznych!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. A mi się właśnie wydaje, że jest bardzo ciekawa. Może kiedyś ją przeczytam, nie będę się zrażała Twoją negatywną opinią:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę Ci podziękować. Z pewnością po przeczytaniu opisu sięgnęłabym po tą książką, ale jak widać zmarnowałabym czas, którego ostatnimi czasu i tak mam przymało. Być może kiedyś się po tą książkę skuszę, chociaż pamiętając Twoją recenzję z pewnością będę miała do niej jakieś ale.

    Czytając Twoją recenzję nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że po raz kolejny sprawdziło się to, że całkiem przyjemna okładka i głośna nagonka zamiast promować coś godnego uwagi to wydają na światło dzienne kmiot.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje odczucia po przeczytaniu tej książki są całkowicie odmienne, ale zgadzam się z kilkoma spostrzeżeniami.

    OdpowiedzUsuń
  7. A przed chwilą właśnie czytałam pozytywną recenzję tej książki :) Niby fabuła niezła, ale na razie mam co czytać, więc raczej się na nią nie skuszę jak nie jest jednak taka świetna ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie lubię takich rozczarowań, kiedy okładka i opis kuszą a w środku nic ciekawego. Dzięki za ostrzreżenie

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety takie książki, niby świetne, a w rzeczywistości banalne i beznadziejne, zdarzają się często :) A miałam na nią ochotę...

    OdpowiedzUsuń
  10. Skorzystam z rady i nie będę się nią interesować.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja za to byłam zachwycona. Niestety, może to wynikać z tego, że bardzo osobiście odebrałam tę pozycję i marzyłam, by ktoś mi bliski powrócił.

    OdpowiedzUsuń

Każdy Wasz komentarz motywuje i sprawia mi dużo radości. Dziękuję!

Etykiety

5 powodów absurd Afryka aids Alex Kava alkoholizm Amazonia anioły antyutopia artykuły Austria Baczyński baśń bezdomność blogerzy blogowe akcje blogowe dyskusje broń biologiczna Carlos Ruiz Zafón Chiny choroby psychiczne ciekawostki cytaty czas wolny Dary Anioła debiut demony depresja design detektyw Diabelskie Maszyny diabły dla młodszych czytelników druga wojna światowa drugi koniec smyczy dzieciństwo dziennikarstwo Dziki Zachód ebooki fantastyka film 2013 film 2014 giełda gladiatorzy Gone gościnnie historia homoseksualizm horror humor informatyka Jacek Piekara Jack London Japonia John Green Joy Jutro katastrofa klasyka klasztor komiks komputery konie konkursy kot kowboje Kozacy kreatywnie kryminały księgarnie kynologia legendy lifestyle listy literatura erotyczna literatura kobieca literatura obyczajowa Londyn Magda magia malarstwo malowanie po numerach medycyna miasto miłość mitologia skandynawska mitologia słowiańska morderstwo morze nałogi narkotyki narracja pierwszoosobowa natura Neil Gaiman newsy Niemcy niepełnosprawność Norwid nowela nowotwór Nowy York ogień opowiadania Orzeszkowa pamiętnik paranormal romance pasja Peru pies pisarze podróże podsumowania 2015 poezja pogaduchy z pisarzami polscy autorzy Polska popołudnia z klasyką popularnonaukowe porwanie post-apo powieść młodzieżowa powieść psychologiczna powieść tendencyjna powstanie pozytywizm Pratchett prawdziwa historia Prus przemyt przepisy przygoda przyjaźń radość renesans rodzeństwo rodzina romans romantyzm Rosja RPA samobójstwo samoloty sąd schizofrenia sen sensacja serwisy SF smoki Sophie Hannah starość steampunk Stephen King stosik Suzanne Collins szamanizm śmierć tajemnica Teksas thriller top 10 Toruń trauma Tsavo Uczta Wyobraźni urban fantasy USA Verne wakacje wampiry Wielka Brytania wiersze wieś wikingowie wilkołaki Włochy wojna wojsko wolność wspomnienia wyspa wywiad XIX wiek XX wiek zagraniczni autorzy zaniki pamięci zdolności paranormalne zima zjawiska paranormalne zombiaki zwiadowcy zwierzęta żegluga