środa, 18 września 2013

Nowość! Wywiad z Iwoną Michałowską, autorką "Arkadii" + KONKURS!

Witajcie! Dziś pierwszy w historii bloga wywiad, którego udzieliła Iwona Michałowska, autorka "Arkadii" (moja recenzja). Dodatkowo będzie możliwość wygrania egzemplarza tej powieści. Ale o tym za chwilę. 

Z racji tego, że książka jest pełna emocji, wywiad również będzie o nich traktował. Strasznie jestem ciekawa, jak Wam się spodoba! :)

*

Iwona Michałowska: Witam wszystkich czytelników Post Meridiem. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę!

- Wyczyściła Pani pamięć bohaterom książki. Utrata wspomnień to przekleństwo czy błogosławieństwo?

W tym wypadku to po prostu zabieg literacki pozwalający skoncentrować się na bieżącej sytuacji bohaterek bez obarczania ich bagażem wspomnień, wyrzutów sumienia czy poczucia krzywdy. Uzasadnia przeniesienie punktu ciężkości na emocje i intuicję, bo tam, gdzie brakuje nam twardych faktów, musimy polegać na przeczuciach. Być może pomysł wymazywania pamięci osobistej przy jednoczesnym pozostawieniu pamięci o funkcjonowaniu i historii świata jest nieco sztuczny, ale gdybym postanowiła wymazać bohaterkom CAŁĄ pamięć, byłaby to już całkiem inna książka – choćby dlatego, że przynajmniej w pierwszej fazie nie mogłabym prowadzić narracji w pierwszej osobie, gdyż Helena po prostu nie umiałaby się komunikować.

 - Czy ma Pani wspomnienia, które chciałaby stracić w ciemni, miejscu utraty pamięci, przez które musiała przejść każda więźniarka?

Ojej... chyba nie. Przeżywamy w życiu rzeczy przyjemne i nieprzyjemne, ale wszystkie one są budulcem, który czyni nas tym, kim jesteśmy. Gdybyśmy mogli gumką wymazywać sobie z głowy przykre zdarzenia, z każdym takim pociągnięciem gumki stawalibyśmy się kimś nieco innym. Oczywiście i tak z każdym zdarzeniem się zmieniamy, tyle że tamte zmiany byłyby bardziej przez nas kontrolowane. To ciekawy pomysł na opowiadanie czy nawet książkę, ale w prawdziwym życiu wolę polegać na naturalnej selekcji własnej pamięci, która po pewnym czasie spycha większość zdarzeń – niestety również tych miłych – na dalszy plan. Być może czasem chciałabym cofnąć czas, by zrobić coś inaczej, ale to nie to samo co wymazywanie wspomnień...


 - Ile Heleny, głównej bohaterki, drzemie w autorce? Ile autorki w Helenie?

Dużo. :) Helena jest ode mnie silniejsza, ma więcej odwagi, ale poza tym w wielu momentach jest mną. Jest mną, kiedy kocha, cierpi, przeżywa dylematy i rozterki sumienia. Spotykam czasem komentarze, że moja bohaterka jest niedojrzała, naiwna, nierozsądna, ale dotąd nikt z komentujących nie wytłumaczył, w czym konkretnie przejawia się owa niedojrzałość czy brak rozsądku. Wydaje mi się, że potrzeba siły i dojrzałości, by przeżywając silne emocje, jednocześnie postępować odpowiedzialnie, nie krzywdzić innych ani siebie. A ona to potrafi.

Być może niektórzy za infantylizm poczytują Helenie to, że wiele rozmyśla o swoich stosunkach z innymi osobami i ma trudności z akceptacją cudzej niechęci. Warto jednak zauważyć, że dotyczy to głównie osób, w których, jak w Roksanie, Helena dostrzega wrażliwość i potencjał stania się kimś lepszym. Boli ją, że ktoś, z kim mogłaby się zaprzyjaźnić, zbliżyć, wydobyć z niego dobro, odgradza się od niej murem.

 - Jakie emocje towarzyszyły Pani podczas pisania? Co czuje Pani teraz, trzymając egzemplarz w ręku?

Tych emocji było wiele, dobrych i złych. To był trudny dla mnie psychicznie czas, z którego wynikło coś bardzo dobrego. Mocno zaangażowałam się w historię Heleny, ale jednocześnie musiały istnieć powody, które sprawiły, że ta historia ze mnie wypłynęła. Wyszłam z tego oczyszczona, silniejsza, zdrowsza, szczęśliwsza.

Oczywiście szczęście podwaja fakt, że książkę udało się wydać i że wzbudza ona jakiś rezonans. Wprawdzie nie jest to taki zupełny debiut, gdyż wcześniej opublikowałam w internecie powieść „Czarny piasek” a jeszcze wcześniej w niewielkim nakładzie powieść fantasy dla dzieci „Winniczek i uzurpatorzy” (oba teksty dostępne są na moim blogu pod linkami klik i klik), ale „Arkadię” traktuję jako pewien przełom w moim pisaniu, więc cieszę się, że właśnie ona stała się „komercyjnym” papierowym debiutem.

 - Z zawodu jest Pani tłumaczem literatury – w jaki sposób wpływa to na tworzenie własnych tekstów? Jest to przeszkoda czy ułatwienie? 

Rzeczywiście dość dużo tłumaczę. Pracę z literaturą uwielbiam, bo od dziecka fascynuje mnie język, brzmienie słów, sposób, w jaki te słowa są ze sobą składane. Ponadto nauka języków obcych przychodzi mi łatwo, choć są wyjątki - naukę niemieckiego zaczynałam wielokrotnie i w końcu się poddałam ;) Począwszy od podstawówki zawsze pisałam coś do szuflady, a to wiersze, a to prozę, dużo też czytałam, więc kiedy zaczęłam studiować angielski, a potem hiszpański, zrodziła się myśl, by spróbować sił w tłumaczeniu. Po różnych próbach udało się załapać do wydawnictwa i od tamtej pory tłumaczenie przeplata mi się z własnym pisaniem. Praca tłumacza na pewno bardzo pomaga pod względem językowym - wbrew pozorom tłumacz literatury musi dobrze znać przede wszystkim polszczyznę. Jeśli natomiast chodzi o fabułę, kreowanie postaci i inne szczegóły, myślę, że bazę stanowią wszystkie przeczytane książki, a także obejrzane filmy. Na pewno tłumaczenie nie przeszkadza we własnej twórczości. Poza tym, gdy się chce coś wydać, przydają się znajomości w wydawnictwach... choć w przypadku "Arkadii" nie wykorzystałam tego przywileju, bo wstydziłam się wysłać ją jakiemukolwiek wydawcy, którego znałam osobiście. Byłam tak mocno związana z tą książką, że trudno by mi było znieść odmowę ze strony osób znajomych, takich, z którymi na co dzień współpracuję. A przecież nie było gwarancji, że książka im się spodoba.
- Chciałaby Pani zająć się wyłącznie pisaniem powieści?
Chyba nie, bo pisanie jako sposób zarabiania na życie wiąże się z koniecznością podporządkowania się gustom mas czytelniczych (chyba że ma się mnóstwo szczęścia i całkiem przypadkowo się w nie trafi), a moje pisarstwo jest dość kameralne. Chcę pozostać niezależna, choć oczywiście mam nadzieję, że jak najwięcej osób po moją twórczość sięgnie. Poza tym pomysły czasem są, a czasem ich nie ma ;)

 - Czy "wewnętrzny świat" naszych przeżyć, emocji i wspomnień jest ważniejszy niż rzeczywistość?

Nie wydaje mi się, żeby to były dwa światy. Emocje są nieodłączną częścią życia. Dla mnie to jest ważna część. Ale przecież te emocje rodzą się w odpowiedzi na rzeczywistość – na spotkania z ludźmi, z przeróżnymi sytuacjami, wyzwaniami. Nie byłoby miłości (nienawiści też), gdyby nie było kogo kochać (lub nienawidzić). Niedobrze jest, gdy zatracamy się w prozie życia tak, że spychamy emocje do podświadomości, ale źle jest również, gdy te emocje wypaczają nam rzeczywistość. Oj, chyba wystarczy tych rozważań, bo zaczynam mówić jak buddystka albo jak Paulo Coelho ;)

 - Pamięta Pani moment, w którym zrodził się pomysł na powieść? Jaka to była rzeczywista i emocjonalna sytuacja?

Nie pamiętam dokładnie tamtej chwili, to był proces. Sytuację wejściową wzięłam ze snu, a reszta dopiero zaczęła z niej kiełkować. Nie był to okres jakichś wzmożonych emocji; one zrodziły się w trakcie pisania.

 - Jest Pani spokojną, czy wybuchową osobą?

Ha ha :) Jestem jak polski naród według słów Wysockiego z „Dziadów” Mickiewicza: na zewnątrz maska spokoju, a wewnątrz ogień. Staram się pilnować, żeby ten ogień mnie nie strawił, ale i nie dopuścić do tego, żeby zgasł.

 - Jakie emocje budzi krytyka?

Ojejku... Chyba każdy z nas woli być chwalony niż ganiony, ale jeśli chodzi o krytykę mojej książki, to mniej się nią przejmuję, niż oczekiwałam. Staram się wyciągnąć z uwag internautów jakieś wnioski, które pozwolą mi w przyszłości pisać lepiej, stąd wielka prośba do Was, recenzenci wszelkiej maści, o konkrety – jeśli macie uwagi do zachowania bohaterki, poprzyjcie je przykładami; jeśli drażnią Was nieścisłości w fabule, również postarajcie się je opisać.

Zdarzają się oczywiście rzetelne recenzje z konkretnymi uwagami. Takie uwagi od razu dzielą mi się na dwie grupy: te, z którymi się zgadzam, i te, z którymi się nie zgadzam. :) Kiedy coś piszę, zwykle mam jakąś hierarchię mocniejszych i słabszych punktów w książce. Uważam, że coś napisało mi się świetnie, właśnie tak, jak miało być, a z kolei coś wyszło gorzej. W tym drugim przypadku przeważnie mydlę sobie oczy, że pewnie tylko mi się zdaje, że może to wcale nie jest takie złe, a nawet jeśli jest, to nie potrafię wymyślić nic lepszego. Kiedy recenzent uderza w punkt, który uważam za bardzo mocny, przeważnie uznaję, że to kwestia różnicy gustów – chyba że podaje bardzo konkretny przykład i ten przykład po zastanowieniu do mnie trafia. Weźmy choćby (tu będę trochę spojlerować, więc jeśli ktoś jeszcze nie czytał książki, proponuję, żeby przeszedł od razu do następnego pytania) scenę miłosną w „Arkadii”. Ta scena od początku była moim ukochanym dzieckiem, uważam, że wyszła właśnie tak, jak miała wyjść, więc jeśli recenzent pisze, że jest nadmiernie poetycka czy nawiedzona, składam to na karb różnicy gustów. Nie zmienia to faktu, że podczas prac redakcyjnych nad książką usunęłam ze sceny jedno zdanie, które pani redaktor mi zakwestionowała, a ja po namyśle uznałam, że ma rację ;)

Ten sam recenzent, o którym wspomniałam powyżej, zauważył jednak pewne pęknięcie w kreacji świata, którego sama byłam świadoma, lecz usiłowałam to przed sobą kryć: świat powieści niby nie jest naszym – kraje, miasta, narody nazywają się inaczej – a jednak kultura pochodzi z naszego. Więźniarki czytają książki znanych nam pisarzy, oglądają filmy z naszej rzeczywistości. To istotnie się gryzie. Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie to, że nigdy w życiu nie potrafiłabym wymyślić nieistniejących książek i filmów, które byłyby tak fajne jak te już istniejące (no i pozbawiłabym się przyjemności oddania hołdu ich autorom), a z kolei osadzając akcję w przyszłości naszego świata, zrezygnowałabym z pewnego uniwersalizmu – Wapończycy staliby się zwykłymi Japończykami, Arkadyjczycy – Polakami, ze swoimi historiami, kulturami, które musiałyby być takie, jakie są, a nie takie, jakie mi pasują do przekazania pewnych treści. Przyznaję, w tym miejscu zabrakło mi wyobraźni, bo na pewno można było wymyślić sposób, by to pęknięcie nie było tak silne. Następnym razem postaram się być dla siebie bardziej surowa.

Aha, miałam mówić, jakie emocje budzi krytyka... Wkurza! Ale jest potrzebna.

- Czy planuje Pani napisanie kolejnej powieści?

Tak. Ale szczegółów na razie nie zdradzę, żeby nie zapeszyć.

 - A kiedy można oczekiwać nowej książki? Po prostu nie mogę się doczekać. ;)

 Na razie jest w fazie krystalizującego się pomysłu, więc nieprędko. Pamiętajmy też, że nie tak łatwo wydać książkę - wydawcy muszą liczyć każdy grosz i jeśli uważają, że coś nie będzie się dobrze sprzedawało, nie wpakują w to pieniędzy. Stąd moja prośba do czytelników - jeśli książka Wam się podoba, mówcie o niej znajomym, piszcie na swoich blogach i forach, żeby jak najwięcej osób mogło ją poznać (i kupić, a nie ściągnąć z chomika ;)), bo od tego zależy, czy autorowi uda się wydać następną książkę.

Dzięki za rozmowę!

Również dziękuję. :)

*

A dla Was mam konkurs. :) Do wygrania jest powieść Pani Michałowskiej, "Arkadia". Chętni muszą zmierzyć się z zadaniem. Jedną z książek, które bohaterka ratuje przed zniszczeniem w więziennej bibliotece, jest "Dżuma" Alberta Camusa. Jak brzmi motto tej książki?

Na odpowiedzi czekam pod tym postem - zamiast tradycyjnego "zgłaszam się" umieszczajcie motto, a pod nim swój nick i adres e-mail.
Konkurs potrwa do 5. października. Wyniki ogłoszę parę dni po tej dacie.

Egzemplarz na konkurs przesłała mi Pani Michałowska, za co serdecznie dziękuję. :)
Życzę Wam powodzenia!


28 komentarzy:

  1. Świetny, ciekawy wywiad :)
    Potem coś wymyślę na ten konkurs ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, zupełnie zapomniałam! Przepraszam!

      "Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny. Jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś co nie istnieje"
      Maja B. (Roue)
      roue_swiat_ksiazek@op.pl

      Usuń
  2. Ciekawy wywiad, przeczytałam z zainteresowaniem :))
    Motto: ,,Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje."
    alicjamagdalena
    alkatraz007@o2.pl
    :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę pomyśleć, świetny wywiad;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy, inspirujący wywiad ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wywiad ciekawy, ale zadanie nie do końca przemyślałaś…
    A motto brzmi: „Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny. Jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś co nie istnieje”.
    martucha180@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. „Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny. Jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś co nie istnieje”.
    Ruda
    mon_ma@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Motto: "Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje."
    Ania
    alilithk@gmail.com
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. "Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje."
    Thrish NeedLove
    thrish10213@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  9. "Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje" - Daniel Defoe.
    Ignam
    mkotucha@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  10. „Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje” kacperilawia kacperilawia@poczta.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. „Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje.”
    life_is_sweet
    life_is_sweet@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciekawy wywiad :) co do motta, widzę, że wiele osób powyżej umieszcza jeden i ten sam cytat. Pewnie rzeczywiście jest to jedyne słuszne motto "Dżumy", ale że osobiście nie lubię powielać, co napisali inni, napiszę, jak odebrałam książkę ja: Tak naprawdę to jesteś tą nieszczęsną samotną wyspą, więc jeśli masz jakiś problem, to... umiesz liczyć, licz na siebie, a szczęścia i tak nie osiągniesz ;) Egzystencjalizm w końcu ;) dankaschkk[małpa]o2.pl Pozdro! I więcej wywiadów z mało znanymi, polskimi twórcami :)

    OdpowiedzUsuń
  13. "Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje"
    .Daniel Defoe
    Fajny wywiad.Miło było poznać autorkę dzięki niemu.POzdrawiam Jola
    jolunia559@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Są to słowa autorstwa Daniela Defoe, dokładnie pochodzą z "Dziennika roku zarazy", a brzmią tak:
    „Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny. Jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś co nie istnieje.".

    Ah, przerabiało się tę książkę na polskim parę lat temu :)

    Arkadia wydaje się być znakomitą książką *_*

    E-mail: shetani11@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Motto książki:
    „Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny. Jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś co nie istnieje”.

    magi18
    e-mail: magda-17_17@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  16. Zgłaszam się c;
    Motto książki:
    "Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny. Jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś co nie istnieje"

    Mail: beata.czarnik419@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  17. „Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje.”

    Camerre
    emik7@onet.eu

    OdpowiedzUsuń
  18. „Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje.”

    Adam
    adam1995mada@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  19. „Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje.”

    Maria
    mar071088@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  20. Zgłaszam się,
    Odp.:
    'Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje. "
    Daniel Defoe

    Pozdrawiam Karolina
    kkkarolaaa@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  21. Motto to:
    "Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje".

    Paweł B.

    pbaperacjum@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak
    ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje.
    do
    dorota_wysocka@epf.pl

    OdpowiedzUsuń
  23. "Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny. Jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje."
    Edyta Chmura
    edyta.cha@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  24. "Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny. Jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje."
    Kasia R.
    krakowiak-katarzyna@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  25. Zgłaszam się:)
    Mottem utworu jest cytat z Dziennika zarazy Daniela Defoe:" Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje."
    nika
    monikap082@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  26. "Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś innego, co nie istnieje."

    Agaaa
    a.g.n.i.e.s.z.k.a.10011@gmail.com

    OdpowiedzUsuń

Każdy Wasz komentarz motywuje i sprawia mi dużo radości. Dziękuję!

Etykiety

5 powodów absurd Afryka aids Alex Kava alkoholizm Amazonia anioły antyutopia artykuły Austria Baczyński baśń bezdomność blogerzy blogowe akcje blogowe dyskusje broń biologiczna Carlos Ruiz Zafón Chiny choroby psychiczne ciekawostki cytaty czas wolny Dary Anioła debiut demony depresja design detektyw Diabelskie Maszyny diabły dla młodszych czytelników druga wojna światowa drugi koniec smyczy dzieciństwo dziennikarstwo Dziki Zachód ebooki fantastyka film 2013 film 2014 giełda gladiatorzy Gone gościnnie historia homoseksualizm horror humor informatyka Jacek Piekara Jack London Japonia John Green Joy Jutro katastrofa klasyka klasztor komiks komputery konie konkursy kot kowboje Kozacy kreatywnie kryminały księgarnie kynologia legendy lifestyle listy literatura erotyczna literatura kobieca literatura obyczajowa Londyn Magda magia malarstwo malowanie po numerach medycyna miasto miłość mitologia skandynawska mitologia słowiańska morderstwo morze nałogi narkotyki narracja pierwszoosobowa natura Neil Gaiman newsy Niemcy niepełnosprawność Norwid nowela nowotwór Nowy York ogień opowiadania Orzeszkowa pamiętnik paranormal romance pasja Peru pies pisarze podróże podsumowania 2015 poezja pogaduchy z pisarzami polscy autorzy Polska popołudnia z klasyką popularnonaukowe porwanie post-apo powieść młodzieżowa powieść psychologiczna powieść tendencyjna powstanie pozytywizm Pratchett prawdziwa historia Prus przemyt przepisy przygoda przyjaźń radość renesans rodzeństwo rodzina romans romantyzm Rosja RPA samobójstwo samoloty sąd schizofrenia sen sensacja serwisy SF smoki Sophie Hannah starość steampunk Stephen King stosik Suzanne Collins szamanizm śmierć tajemnica Teksas thriller top 10 Toruń trauma Tsavo Uczta Wyobraźni urban fantasy USA Verne wakacje wampiry Wielka Brytania wiersze wieś wikingowie wilkołaki Włochy wojna wojsko wolność wspomnienia wyspa wywiad XIX wiek XX wiek zagraniczni autorzy zaniki pamięci zdolności paranormalne zima zjawiska paranormalne zombiaki zwiadowcy zwierzęta żegluga