sobota, 22 czerwca 2013

"Yggdrasil. Struny czasu" Radosław Lewandowski

Zanim stwierdzicie, że za tak szkaradną okładką na pewno musi  kryć się słaba historia, przeczytajcie moją recenzję do końca. Fakt, że grafik chyba nie wiedział, co robi, wcale nie musi oznaczać, że autor również nie wiedział.

Prolog opowiada o dalekiej przyszłości i utrzymany jest w typowej konwencji science fiction. Po tajemniczej wiadomości, którą otrzymują ówcześni ludzie, czytelnik zostaje nagle wyrwany ze świata robotów, nowoczesnej technologii i wszelkich udogodnień, a później rzucony w przeszłość – i to dość odległą, bowiem jest to okres paleolitu środkowego, gdzie wraz z grupą wikingów i chłopów przeżywa… uff, naprawdę sporo!

                Powiem szczerze, że na początku książka w ogóle mi się nie spodobała. Zniechęcona z miejsca milionem nazw rodem z science fiction próbowałam powoli przebrnąć przez prolog, oczekując zapowiadanego skoku w przeszłość i wkrótce tego pożałowałam. Kiedy już w miarę przyzwyczaiłam się do świata pełnego technologii, w którym każda śrubka ma dziwną, pokrętną i totalnie niemożliwą do zapamiętania nazwę, zostałam przeniesiona do chaty pełnej żłopiących piwo wikingów, których retoryka pozostawiała wiele do życzenia. Z deszczu pod rynnę, pomyślałam, tracąc resztki nadziei na mile spędzony czas. Ale na szczęście okazało się, że zbyt pochopnie chciałam spisać książkę na straty.


                Z każdą stroną powieść wciąga i czyta się ją coraz ciekawiej. Autor przeczy stereotypowi, jakoby polski autor nie potrafił napisać dobrej książki. Wszystkim, którzy tak myślą, radzę sięgnąć po pozycję Radosława Lewandowskiego, bo wypracował on naprawdę dobry warsztat i – co ważne – nie rzucał przekleństwami na lewo i prawo. Ponadto uważam, że świetnie przygotował się do napisania powieści, bo oddał realia przeszłości w taki sposób, że bez problemu można było sobie wyobrazić zaśnieżone przestrzenie, przez które wędrowały stada reniferów, dzikich koni, a czasem mamutów. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam z ogromnym zainteresowaniem śledzić nierówną walkę o przetrwanie, którą toczyła niewielka społeczność wobec obcego im świata. To właśnie największa zaleta książki – potrafi zabrać czytelnika w fascynującą podróż i sprawia, że z przyjemnością i uśmiechem na twarzy przewraca się kolejne strony. Pod tym względem „Yggdrasil” to czasoumilacz w najlepszym wydaniu.

                Jeden minus, poza początkową niechęcią, może nie tyle przeszkadza mi, ile po prostu nie daje spokoju. Autor niestety nie rozwiązał pewnych sytuacji do końca, przez co jestem ciekawa, co też stanie się dalej. Powiązanie prologu i epilogu z resztą powieści również mogło wypaść lepiej. Panie Lewandowski, może wobec tego trzeba by pomyśleć o drugim tomie? Z przyjemnością przeczytałabym, jak potoczyły się dalsze losy bohaterów.


                Uważam, że ta książka to naprawdę kawałek dobrej, polskiej fantastyki. „Yggdrasil” poleciłabym przede wszystkim prawdziwym fanom gatunku, których nie zniechęci dość brutalne dla czytelnika i nagłe przeskoczenie od sf do fantasy oraz osobom zainteresowanym wikingami, gdyż temat ich wierzeń przewija się przez całą powieść. Także osoby, które po prostu czują się zainteresowane powinny spróbować. Ryzykujecie najwyżej paroma godzinami dobrej rozrywki, ale myślę, że takie ryzyko podejmuje się z przyjemnością.

*

W ramach wyzwania: Czytam fantastykę

*

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res!

8 komentarzy:

  1. Sama nie wiem, nie czytałam nic o wikingach, a fantastykę czytam raczej tą mniej zaawansowaną, ale jak na nią gdzieś trafię to może przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam o tej książce, pewnie nawet nie zwróciłabym na nią uwagi, gdyby nie Twoja recenzja, przez okładkę... Cóż, ale jak to mówią, nie ocenia się książki po okładce :)

    in-corner-with-book.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Recenzja dodana do wyzwania "Czytam Fantastykę",
    pozdrawiam serdecznie
    Miłośniczka Książek

    OdpowiedzUsuń
  4. szkoda, że taka marna okładka została użyta:) może i faktycznie nie taka zła jak ja malują ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z chęcią po nią sięgnę, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znalam przedtem tej ksiazki, a z mila checia przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. okładka rzeczywiście nie jest za ciekawa, ale skoro piszesz, że to dobra fantastyka być może przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam
    Dziękując za pozytywną recenzję. Jak rozumiem blogierka wyznaje zasadę, że: Nie ma wystarczająco dobrych książek dla głupca, więc prawdopodobnie nie ma też złej literatury dla człowieka rozumu :-)
    W Yggdrasil Struny Czasu wiele wątków pozostawiłem niezakończonych, jakby zdając się na wyobraźnię czytelnika. Jest już u wydawcy (wyd RW2010) druga część cyklu, w której część zagadek wyjaśnię, ale nie wszystkie. Tym razem połowa powieści rozgrywa się w paleolicie, ale reszta w dalekiej przyszłości, więc można spodziewać się space opery z prawdziwego zdarzenia :-), bo kto powiedział, że nie można w książkach łączyć odległych od siebie wątków? Wyobraźnia wyrobionego czytelnika poradzi sobie bez trudu z takimi skokami (ludzie czytający fantastykę, to elita intelektualna jak sądzę), a ci mniej wyrobieni nie przebrną przez prolog :-) - który przyznaję, do najłatwiejszych nie należy.
    Miłej lektury
    Radek Lewandowski

    OdpowiedzUsuń

Każdy Wasz komentarz motywuje i sprawia mi dużo radości. Dziękuję!

Etykiety

5 powodów absurd Afryka aids Alex Kava alkoholizm Amazonia anioły antyutopia artykuły Austria Baczyński baśń bezdomność blogerzy blogowe akcje blogowe dyskusje broń biologiczna Carlos Ruiz Zafón Chiny choroby psychiczne ciekawostki cytaty czas wolny Dary Anioła debiut demony depresja design detektyw Diabelskie Maszyny diabły dla młodszych czytelników druga wojna światowa drugi koniec smyczy dzieciństwo dziennikarstwo Dziki Zachód ebooki fantastyka film 2013 film 2014 giełda gladiatorzy Gone gościnnie historia homoseksualizm horror humor informatyka Jacek Piekara Jack London Japonia John Green Joy Jutro katastrofa klasyka klasztor komiks komputery konie konkursy kot kowboje Kozacy kreatywnie kryminały księgarnie kynologia legendy lifestyle listy literatura erotyczna literatura kobieca literatura obyczajowa Londyn Magda magia malarstwo malowanie po numerach medycyna miasto miłość mitologia skandynawska mitologia słowiańska morderstwo morze nałogi narkotyki narracja pierwszoosobowa natura Neil Gaiman newsy Niemcy niepełnosprawność Norwid nowela nowotwór Nowy York ogień opowiadania Orzeszkowa pamiętnik paranormal romance pasja Peru pies pisarze podróże podsumowania 2015 poezja pogaduchy z pisarzami polscy autorzy Polska popołudnia z klasyką popularnonaukowe porwanie post-apo powieść młodzieżowa powieść psychologiczna powieść tendencyjna powstanie pozytywizm Pratchett prawdziwa historia Prus przemyt przepisy przygoda przyjaźń radość renesans rodzeństwo rodzina romans romantyzm Rosja RPA samobójstwo samoloty sąd schizofrenia sen sensacja serwisy SF smoki Sophie Hannah starość steampunk Stephen King stosik Suzanne Collins szamanizm śmierć tajemnica Teksas thriller top 10 Toruń trauma Tsavo Uczta Wyobraźni urban fantasy USA Verne wakacje wampiry Wielka Brytania wiersze wieś wikingowie wilkołaki Włochy wojna wojsko wolność wspomnienia wyspa wywiad XIX wiek XX wiek zagraniczni autorzy zaniki pamięci zdolności paranormalne zima zjawiska paranormalne zombiaki zwiadowcy zwierzęta żegluga