poniedziałek, 4 marca 2013

"Czarodzieje" Lev Grossman


            „Czarodzieje” przyciągnęli moją uwagę bardzo ładną okładką. Na odwrocie znani pisarze wychwalają książkę pod niebiosa. Czy słusznie? Nie sądzę. Mam wobec niej bardzo mieszane uczucia.

            Zacznijmy od samego autora. Pewnym jest, że Lev Grossman zna się na rzeczy – ukończył literaturę na Uniwersytecie Harvarda, ma z tej dziedziny nawet doktorat. Pracuje jako dziennikarz i krytyk literacki, choćby dla New York Timesa. Te informacje znajdziemy na skrzydełku książki.

            Na początku powieści poznajemy Quentina, niezwykle inteligentnego ucznia szkoły średniej, zaczytującego się w książkach o fantastycznej krainie Fillory. Pewnego dnia jego życie staje na głowie – dowiaduje się, że magia istnieje, a on sam zostaje przyjęty do szkoły dla czarodziejów. Tam poznaje przyjaciół i dziewczynę oraz uczy się, że za moc trzeba zapłacić ogromną cenę.

            Początkowo książka jest świetna – wciąga od pierwszej strony i do około dwusetnej czyta się ją jednym ciągiem. Czytelnik jest zauroczony światem, do którego trafia depresyjny i wyobcowany Quentin. Sama jego postać bardzo przypadła mi do gustu, zapewne dlatego, że ma podobny do mnie charakter. Z uwagą śledziłam jego losy i z entuzjazmem przyjmowałam pomysły autora – spodobała mi się jego wizja rzucania zaklęć – trzeba je modyfikować w zależności od pogody, fazy księżyca i wszelkich innych okoliczności, przez co nauka magii staje się nie przypadkowym wykrzykiwaniem nieznanych słów w oczekiwaniu na efekt, tylko mrówczą pracą, ślęczeniem nad tabelami z wykazem okoliczności i wielokrotnymi próbami. Każdy czarodziej włada swoją mocą nieco inaczej, więc po paru latach nauki uczniowie są dzieleni według swoich specjalizacji. Podobała mi się również postać Penny’ego – punka, którego Quentin poznaje pierwszego dnia, zupełnie nie odpowiadającego wzorcowi swojej subkultury.

            Później zaś jest znacznie gorzej. Największym minusem tej książki było dla mnie wszechobecne pijaństwo i seks – określany jako „pieprzenie się” z kim popadnie i gdzie popadnie. Co ciekawe (i co niezmiernie mnie denerwowało), znajdziemy w tej książce opis piersi niemal każdej bohaterki, gorzej z takimi rzeczami, jak choćby kolor oczu. Byłam bardzo zdziwiona i rozczarowana, bo po pisarzu tak znającym się na rzeczy, jak wskazywało skrzydełko, spodziewałam się powieści bardziej na poziomie. Po przeczytaniu powieści zerknęłam jeszcze raz na tył książki – według opisu, „Czarodzieje” są hołdem dla takich pisarzy jak C.S. Lewis lub J.K. Rowling. Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać.

            Powyższym autor do tego stopnia zniechęcił mnie do książki, że do samego końca wydawała mi się obdarta z magii i wulgarna. Zauważyłam, że nie wystarczy opisać fantastycznego świata, z centaurami i czarami na czele. Najważniejszy jest klimat, delikatny jak mydlana bańka, który Grossman zamordował i to wielokrotnie. Zaskoczeniem było dla mnie, że książka zakończyła się inaczej niż śmiercią z przepicia większości bohaterów.

            Sam pomysł był naprawdę trafiony. Szkoła dla czarodziejów, a w niej nie radzący sobie z rzeczywistością Quentin. Później, zakończenie szkoły i to, jak absolwenci próbują sobie radzić w prawdziwym świecie (próbują to wyjątkowo trafione słowo w tym przypadku). Przede wszystkim kreacja postaci głównego bohatera jak najbardziej zasługuje na uznanie. Quentin bowiem cały czas czekał, aż zacznie się dla niego prawdziwe, fantastyczne i wyjątkowe życie, ale otwierając każdy kolejny rozdział w swoim życiu, zamiast pomyśleć, że to już, nadal czekał. Z tego powodu nie dostrzegł wspaniałości ani swojego codziennego życia, ani niezwykłości szkoły dla czarodziejów, ani magii fantastycznych światów. Dla mnie jest bardzo tragicznym bohaterem.

            Podsumowując, książka jest niezła, wyjąwszy zdecydowany nadmiar wulgarnie opisanych scen seksu i pijaństwa, jak dla mnie niedopuszczalnych w książce przewidzianej raczej dla młodzieży. Ponadto, czytelnik świadomie sięga po taką lekturę, chcąc poczuć jej magię, a nie czytać o tym, kto się upił, kto z kim sypia i dlaczego. Na pewno jednak zapamiętam postać Quentina.
           
            Czy polecam? Dlaczego nie. Początkowo język trochę kuleje, ale później się wygładza i czyta się lekko i dosyć przyjemnie.


W ramach wyzwań:

12 komentarzy:

  1. Może kiedyś, ale teraz nie mam ochoty na tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Możliwe, że się skusze jeśli nadarzy się okazja;)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Pewnego dnia jego życie staje na głowie – dowiaduje się, że magia istnieje, a on sam zostaje przyjęty do szkoły dla czarodziejów." Prawie jak HP;) Pewnie byłabym tak samo zdziwiona tym marnym seksem, zresztą po co ta cała wulgarność - czyżby nie istniały inne sposoby odróżnienia takich magicznych bohaterów od reszty już stworzonych? Swoją drogą, wulgarność może być dobra, jeśli jest na poziomie - trudno mi wyjaśnić, o co dokładnie mi chodzi;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za podesłanie linku do recenzji,
    dodałam ją do wyzwania :)
    Dobrej nocy
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Może kiedyś i ja się na nią skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niezbyt mnie ta książka zachęca. Może kiedyś, ale wątpię.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm, szkoda bardzo, że tak to się rozwinęło. Mam to na liście książek do przeczytania już od bardzo dawna i może się w końcu kiedyś za nią zabiorę, ale naprawdę żałuję, że nie jest to lepsza książka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna recenzja, taka lekka i z humorem, strasznie mi się podoba :) Nigdy nie słyszałam o tej książce, a po przeczytaniu Twojej recenzji mam wobec niej mieszane uczucia... Po okładce i opisie fabuły spodziewałam się magicznej i przyjemnej opowieści w tajemniczym klimacie, a tu ... no cóż :P Może jednak sobie na razie odpuszczę, żeby nie zrazić się do HP, którego jeszcze nie czytałam :( Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  9. Może kiedyś się na nią skuszę, póki co zakopałam się książkami recenzyjnymi:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawa recenzja, napisana z tak zwanym polotem:) Ja również nie lubię, kiedy w książkach znajdują się sceny obsceniczne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przekleństwa jakoś szczególnie mi nie przeszkadzają :) ale sama fabuła tak średnio do mnie przemawia. Może kiedyś się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałem i podobało mi się :)
    Pozdrawiam,

    [http://ksiazkowy-chaos.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń

Każdy Wasz komentarz motywuje i sprawia mi dużo radości. Dziękuję!

Etykiety

5 powodów absurd Afryka aids Alex Kava alkoholizm Amazonia anioły antyutopia artykuły Austria Baczyński baśń bezdomność blogerzy blogowe akcje blogowe dyskusje broń biologiczna Carlos Ruiz Zafón Chiny choroby psychiczne ciekawostki cytaty czas wolny Dary Anioła debiut demony depresja design detektyw Diabelskie Maszyny diabły dla młodszych czytelników druga wojna światowa drugi koniec smyczy dzieciństwo dziennikarstwo Dziki Zachód ebooki fantastyka film 2013 film 2014 giełda gladiatorzy Gone gościnnie historia homoseksualizm horror humor informatyka Jacek Piekara Jack London Japonia John Green Joy Jutro katastrofa klasyka klasztor komiks komputery konie konkursy kot kowboje Kozacy kreatywnie kryminały księgarnie kynologia legendy lifestyle listy literatura erotyczna literatura kobieca literatura obyczajowa Londyn Magda magia malarstwo malowanie po numerach medycyna miasto miłość mitologia skandynawska mitologia słowiańska morderstwo morze nałogi narkotyki narracja pierwszoosobowa natura Neil Gaiman newsy Niemcy niepełnosprawność Norwid nowela nowotwór Nowy York ogień opowiadania Orzeszkowa pamiętnik paranormal romance pasja Peru pies pisarze podróże podsumowania 2015 poezja pogaduchy z pisarzami polscy autorzy Polska popołudnia z klasyką popularnonaukowe porwanie post-apo powieść młodzieżowa powieść psychologiczna powieść tendencyjna powstanie pozytywizm Pratchett prawdziwa historia Prus przemyt przepisy przygoda przyjaźń radość renesans rodzeństwo rodzina romans romantyzm Rosja RPA samobójstwo samoloty sąd schizofrenia sen sensacja serwisy SF smoki Sophie Hannah starość steampunk Stephen King stosik Suzanne Collins szamanizm śmierć tajemnica Teksas thriller top 10 Toruń trauma Tsavo Uczta Wyobraźni urban fantasy USA Verne wakacje wampiry Wielka Brytania wiersze wieś wikingowie wilkołaki Włochy wojna wojsko wolność wspomnienia wyspa wywiad XIX wiek XX wiek zagraniczni autorzy zaniki pamięci zdolności paranormalne zima zjawiska paranormalne zombiaki zwiadowcy zwierzęta żegluga