wtorek, 4 grudnia 2012

"Światła września" Carlos Ruiz Zafón


                „Światła września”, jedna z książek znanego mi już autora Carlos Ruiz Zafona. Sięgnęłam po nią pewna, że tak jak w przypadku „Cienia wiatru” i „Mariny” autor wywrze na mnie ogromne wrażenie swoją powieścią. Cóż, myli się każdy… Ale żeby aż tak…?

                Zacznijmy od nakreślenia fabuły. Francja, rok 1936. Wdowa wraz ze swoimi dziećmi, Dorianem i Irene przeprowadzają się do nadmorskiego miasteczka, by kobieta mogła zacząć pracę u ekscentrycznego producenta zabawek. Kiedy dochodzi do niewyjaśnionego morderstwa, Irene z Ismaelem, chłopakiem, w którego pokochała na zabój w ciągu dwóch dni (ech, te nieszczęsne wątki miłosne) stawiają czoła zagadce.

                Książka sprawia naprawdę pozytywne wrażenie. Ładne wydanie przyciąga wzrok i zachęca do przeczytania. Dodatkowo, jak wspomniałam, po pozytywnych wrażeniach związanych z twórczością autora, sięgnęłam po nią tym chętniej. I na początku jest nawet nieźle. Czytelnik czuje się oczarowany opisem sielskiego miasteczka, żeglugi po morzu, opisem zabawek i rezydencji pana Lazarusa, pracodawcy wdowy. Autor buduje klimat, ale później zupełnie wyzbywa się tej umiejętności, czar pryska i wszystko sypie się jak domek z kart…

                Mimo wszystko całkiem podobała mi się kreacja postaci Lazarusa. To chyba był najlepszy element całej powieści. Jego samotność, próba radzenia sobie z nią i ogromna miłość do żony były urzekające. Imię, równie niecodzienne co noszący je mężczyzna, pasowało idealnie. Autor tak opisuje wynalazki Lazarusa:

                „Każdy z mieszkańców owego cudownego świata, każdy obecny w nim twór, był po prostu łzą przelaną w milczeniu.”

                Bardzo spodobał mi się ten fragment. Generalnie zwracam dużą uwagę na motyw samotności w utworach i ten był naprawdę niezły i nietuzinkowy. Szkoda, że cała reszta wywarła dużo gorsze wrażenie.

                Przede wszystkim, błędy. Składam je na karb nieuważnego korektora, ale zwracają uwagę i rażą. Poza tym bohaterowie, płytcy jak brodzik, zupełnie pozbawieni wyrazu i charakteru. Coś, czego bardzo, bardzo nie lubię. Nie da się o nich powiedzieć właściwie nic, poza tym, że mieli chyba nadprzyrodzone moce i niewyczerpane siły. Autor pokazuje nam, że po prawie całodobowej walce o życie wystarczy krótka drzemka, by znów móc iść i ratować świat, a każdy szanujący się Francuz trzyma w kuchni metalowy pręt do wyważania drzwi.

                Poza tym drażnił mnie wątek miłosny. Irene spotyka Ismaela, od razu oczywiście zakochują się w sobie ze wzajemnością, a zamknięty w sobie Ismael po jednym spotkaniu całkowicie zaczyna ufać Irene. Po prostu cud. Jedyne, co mi się podobało w tym wątku miłosnym znajduje się na samym końcu książki, więc z oczywistych względów nie zdradzę wam, co to takiego. Dodatkowo moją uwagę zwrócił bardzo ładny cytat:

                „Przypomniała sobie, jak często wybierała się w podróż w głąb własnej duszy i przyrzekała sobie, że cokolwiek się wydarzy, nie pozwoli na to, by chłopak zabłądził na tej drodze pełnej cieni.”

                Jeśli ktoś liczy na coś bardziej wartościowego, muszę go rozczarować.

                Poza tym, autor bardzo spieszy się z fabułą, praktycznie brakuje opisów miejsc i uczuć, może dlatego wątek miłosny był tak tragiczny. Zafon miał naprawdę niezły pomysł i mógł wykorzystać go tak, żeby czytelnicy dostawali gęsiej skórki i ze strachem, ale i fascynacją, przewracali kolejne strony. Zamiast tego dostali przeciętne czytadło. Rezydencja Lazarusa, pełna niesamowitych mechanizmów aż prosiła się o niebanalne opisy i początkowo nawet trochę ich było, ale im dalej, tym bardziej autor ich poskąpił. Dzięki temu jednak książkę czyta się szybko i jeszcze szybciej można o niej zapomnieć.

                Myślę, że jest to książka głównie dla młodzieży, ale raczej mało wymagającej. Osobiście nie polecam i czuję się rozczarowana tą lekturą.

6 komentarzy:

  1. Szkoda, że czujesz się rozczarowana. Książka już na mnie czeka i jestem jej bardzo ciekawa. "Pałac Północy" bardzo mnie porwał, "Książę mgły" troszkę mniej, więc sądziłam, że ten tytuł również bardzo mi się spodoba. No cóż... zobaczymy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznaję się bez bicia, nie przeczytałem ani jednej jego książki, pomimo że słyszałem o autorze wiele dobrego. Może trzeba nadrobić tę zaległość, ale raczej nie tą lekturą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tym autorem spotykam się po raz kolejny jednak osobiście nie miałam jeszcze okazji przeczytać. Swoją drogą troszkę śmieszna historyjka, bo mój tata dostał
    Cień Wiatru" w prezencie od swojego brata na urodziny w styczniu i wtedy nie miałam bladego pojęcia kim jest ten autor dopiero po jakimś czasie odkryłam kto to na prawdę jest xD A skoro mój tata przeczytał tą książkę to myślę czy nie kupić mu na święta drugiej części.
    Ja chyba jednak mam sporo książek do czytania a przed świętami czasu brak więc na razie sobie odpuszczę tego autora ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja czułam się rozczarowana "Cieniem wiatru". Za to "Światła..." całkiem mi się podobały :)

    OdpowiedzUsuń
  5. jezeli taka niska opinia, to nie mam po co zapoznawać się z ksiażką.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest to jego najsłabsza książka , szkoda ,że na taką akurat trafiłaś , ponieważ zniechęciłaś się do autora . A niesłusznie . Jego twórczość jest niesamowita ! ;)

    OdpowiedzUsuń

Każdy Wasz komentarz motywuje i sprawia mi dużo radości. Dziękuję!

Etykiety

5 powodów absurd Afryka aids Alex Kava alkoholizm Amazonia anioły antyutopia artykuły Austria Baczyński baśń bezdomność blogerzy blogowe akcje blogowe dyskusje broń biologiczna Carlos Ruiz Zafón Chiny choroby psychiczne ciekawostki cytaty czas wolny Dary Anioła debiut demony depresja design detektyw Diabelskie Maszyny diabły dla młodszych czytelników druga wojna światowa drugi koniec smyczy dzieciństwo dziennikarstwo Dziki Zachód ebooki fantastyka film 2013 film 2014 giełda gladiatorzy Gone gościnnie historia homoseksualizm horror humor informatyka Jacek Piekara Jack London Japonia John Green Joy Jutro katastrofa klasyka klasztor komiks komputery konie konkursy kot kowboje Kozacy kreatywnie kryminały księgarnie kynologia legendy lifestyle listy literatura erotyczna literatura kobieca literatura obyczajowa Londyn Magda magia malarstwo malowanie po numerach medycyna miasto miłość mitologia skandynawska mitologia słowiańska morderstwo morze nałogi narkotyki narracja pierwszoosobowa natura Neil Gaiman newsy Niemcy niepełnosprawność Norwid nowela nowotwór Nowy York ogień opowiadania Orzeszkowa pamiętnik paranormal romance pasja Peru pies pisarze podróże podsumowania 2015 poezja pogaduchy z pisarzami polscy autorzy Polska popołudnia z klasyką popularnonaukowe porwanie post-apo powieść młodzieżowa powieść psychologiczna powieść tendencyjna powstanie pozytywizm Pratchett prawdziwa historia Prus przemyt przepisy przygoda przyjaźń radość renesans rodzeństwo rodzina romans romantyzm Rosja RPA samobójstwo samoloty sąd schizofrenia sen sensacja serwisy SF smoki Sophie Hannah starość steampunk Stephen King stosik Suzanne Collins szamanizm śmierć tajemnica Teksas thriller top 10 Toruń trauma Tsavo Uczta Wyobraźni urban fantasy USA Verne wakacje wampiry Wielka Brytania wiersze wieś wikingowie wilkołaki Włochy wojna wojsko wolność wspomnienia wyspa wywiad XIX wiek XX wiek zagraniczni autorzy zaniki pamięci zdolności paranormalne zima zjawiska paranormalne zombiaki zwiadowcy zwierzęta żegluga