wtorek, 11 grudnia 2012

"Miłość przez małe m" - Francesc Miralles


                „Miłość przez małe m” to książka – niespodzianka. Czytelnik dostanie coś zupełnie innego, niż się spodziewał. Ale od początku…

                Na okładce, która robi niezłe pierwsze wrażenie – kociak. W opisie na odwrocie – tekst o spodeczku mleka, „który wiele zmienia”. Nawet część dochodu ze sprzedaży książki jest przeznaczana na Koci Azyl. To wydaje się jednoznacznie sugerować, o czym będzie książka. Koty w roli głównej. A jednak – nic bardziej mylnego.

                Tak naprawdę pojawienie się kociaka, nazwanego później Mishimą, pod drzwiami wykładowcy języka niemieckiego to tylko pretekst do rozpoczęcia o wiele bardziej złożonej historii. Sama takiego zaskoczenia nie uważam za wadę, wręcz przeciwnie, bo historia bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Dla niektórych, nastawiających się na kocią historię, może to być jednak minus. Udział Mishimy jest naprawdę niewielki, sprawia wręcz wrażenie, jakby autor wspominał o nim z konieczności.

                Początek, muszę przyznać, wypada niezbyt dobrze. Rozpoczęcie ciągnie się dość ślamazarnie, poza tym samotny wykładowca, w którego życiu nie dzieje się nic ciekawego, nie napawa optymizmem, ani nie zachęca do przeczytania swojej historii. Początkowo miałam wrażenie, że będzie to nudna, przygnębiająca historia samotnego człowieka, trwającego w swoim odizolowanym świecie i zajmującego się przygarniętym kotem. W tym momencie miałam ochotę ją odłożyć.

                Mimo to książka z każdą następną stroną zdaje się nabierać tempa i ciekawić. Autor może nie jest mistrzem wstępów, za to według mnie cała reszta wypadła świetnie. Poczynając od tytułu, który mnie zauroczył, na przesłaniu kończąc.

                Główny bohater przez wystawienie kotu spodeczka mleka porusza cały łańcuch zdarzeń. Poznaje swojego sąsiada, starego redaktora, spotyka dawną miłość, w końcu – trafia na Valdemara, miłośnika Kosmosu o filozoficznym podejściu do życia. Te zdarzenia wywołują kolejne, ale taka odmiana zdaje się odpowiadać samotnemu jak do tej pory wykładowcy.

                „Zdałem sobie sprawę, że naszą wartość mierzy się głównie w tym, ile dobrego robimy dla innych.”

                „Miłość przez małe m” to przesympatyczna, ciepła historia (w sam raz na zimowe wieczory!). Przekazy Valdemara urzekły mnie swoją prostotą i tym, że są czytelnikowi bliskie, prawdziwe. Można w nich znaleźć mnóstwo mądrości, które należałoby odnieść do swojego życia. Lektura skłania do przemyśleń, ale nie nuży ani nie poucza, co uważam za dużą zaletę.

                „Żyjemy w świecie doznań i uczuć. To wszystko, co istnieje. (…) Nigdy nie lekceważ swoich doznań i uczuć, bo to wszystko, co posiadasz.”

                Dużym plusem jest też lekki styl pisania, sprawiający, że czytelnik nie czuje się zmęczony lekturą, przeciwnie – ciągle chce czytać dalej. Nie jest to co prawda literatura z górnej półki, ale pośród tych „średnich” – jedna z najlepszych. Poleciłabym ją wszystkim, mającym ochotę na oryginalną, pełną ciepła powieść. Sama nie oddam swojego egzemplarza – będę pożyczać go rodzinie i przyjaciołom, oraz sama do niego wracać. Jeśli jeszcze nie czytaliście tej książki – sięgnijcie po nią, bo warto.

5 komentarzy:

  1. Tytuł i okładka mnie zachęciły jednak sama treść już nieco mniej. Jednak skoro polecasz jako dobrą lekką lekturę to może kiedyś się skuszę :-)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. okładka jest prześliczna! :3 chętnie się z nią zapoznam! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten kotek na okładce mnie rozbraja :-)
    Książka wydaje się zapowiedzią całkiem miłej lektury, może przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Okładka bardzo interesująca, lecz nie wiem, czy sięgnęłabym po książkę nie czytając wcześniej opisu czy recenzji - faktycznie mylna. Zapamiętam ją.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Słodka okładka! A książka może być miła odskocznią od szarej rzeczywistości :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy Wasz komentarz motywuje i sprawia mi dużo radości. Dziękuję!

Etykiety

5 powodów absurd Afryka aids Alex Kava alkoholizm Amazonia anioły antyutopia artykuły Austria Baczyński baśń bezdomność blogerzy blogowe akcje blogowe dyskusje broń biologiczna Carlos Ruiz Zafón Chiny choroby psychiczne ciekawostki cytaty czas wolny Dary Anioła debiut demony depresja design detektyw Diabelskie Maszyny diabły dla młodszych czytelników druga wojna światowa drugi koniec smyczy dzieciństwo dziennikarstwo Dziki Zachód ebooki fantastyka film 2013 film 2014 giełda gladiatorzy Gone gościnnie historia homoseksualizm horror humor informatyka Jacek Piekara Jack London Japonia John Green Joy Jutro katastrofa klasyka klasztor komiks komputery konie konkursy kot kowboje Kozacy kreatywnie kryminały księgarnie kynologia legendy lifestyle listy literatura erotyczna literatura kobieca literatura obyczajowa Londyn Magda magia malarstwo malowanie po numerach medycyna miasto miłość mitologia skandynawska mitologia słowiańska morderstwo morze nałogi narkotyki narracja pierwszoosobowa natura Neil Gaiman newsy Niemcy niepełnosprawność Norwid nowela nowotwór Nowy York ogień opowiadania Orzeszkowa pamiętnik paranormal romance pasja Peru pies pisarze podróże podsumowania 2015 poezja pogaduchy z pisarzami polscy autorzy Polska popołudnia z klasyką popularnonaukowe porwanie post-apo powieść młodzieżowa powieść psychologiczna powieść tendencyjna powstanie pozytywizm Pratchett prawdziwa historia Prus przemyt przepisy przygoda przyjaźń radość renesans rodzeństwo rodzina romans romantyzm Rosja RPA samobójstwo samoloty sąd schizofrenia sen sensacja serwisy SF smoki Sophie Hannah starość steampunk Stephen King stosik Suzanne Collins szamanizm śmierć tajemnica Teksas thriller top 10 Toruń trauma Tsavo Uczta Wyobraźni urban fantasy USA Verne wakacje wampiry Wielka Brytania wiersze wieś wikingowie wilkołaki Włochy wojna wojsko wolność wspomnienia wyspa wywiad XIX wiek XX wiek zagraniczni autorzy zaniki pamięci zdolności paranormalne zima zjawiska paranormalne zombiaki zwiadowcy zwierzęta żegluga